PROLOG
Otworzywszy oczy ujrzałam przed sobą półmisek z czymś co miało przypominać jedzenie... wzięłam ten półmisek z obrzydzeniem i położyłam jak najdalej ode mnie, nie obchodził mnie fakt iż jestem głodna, nie chciałam już brać tego świństwa do ust.. i nagle usłyszałam powolne schodzenie po schodach, ze schodka na schodek, im bliżej się to zbliżało tym bardziej chwytało mnie za gardło. Przeczołgałam się szybko do koca, którym się owinęłam i zamknęłam oczy udając, że śpię.. Nagle drewniane drzwi się otworzyły, dźwięk kroków zbliżających się do mnie był coraz bardziej wyrazisty i przerażający. Ręce mi się trzęsły ze strachu...
-Witaj córeczko.. -Powiedział swoim ohydnym i szyderczym głosem. Otworzyłam powoli oczy, spojrzałam się na niego z wielką nienawiścią i obrzydzeniem.
Spie*dalaj...
Mruknęłam pod nosem z łzami w oczach, odsuwałam się jak mogę, ale nie przestawał.
-Kto by przypuszczał, że będę mieć taką zgrabną córeczkę.. -Mówił dalej przybliżając się do mnie.
-Nakręciłem się na Ciebie, może sprawisz mi tą przyjemność?
-Nie! Zostaw mnie! -Zaczęłam się szarpać i krzyczeć, ale nie miałam tyle sił co on, zbliżył się do mnie rozsuwając ubrania i...
PARĘ TYGODNI WCZEŚNIEJ;
-Alexandra! -Warknęła rozwścieczona nauczycielka w moją stronę. -Czy możesz przestać rozmawiać!? Jeśli lekcja Cię nie interesuje to nikt Ciebie tu nie trzyma, proszę wyjść, droga wolna!
-Czyżby? Pragnę zauważyć iż szkoła jest obowiązkowa i niestety coś mnie tu trzyma..
-To nie przeszkadzaj, w przeciwnym razie będę musiała wezwać Twoich rodziców do szkoły, bo odkąd tu jesteś to są same problemy z Tobą.
-W takim razie nara.
Wzięłam torebkę i skierowałam się w stronę drzwi. -Alexandra! -Krzyknęła nauczycielka za mną, ale było już za późno, bo wyszłam trzaskając drzwiami. Nigdy nie lubiłam tej nauczycielki, była zawsze denerwująca tak samo jak ponad połowa osób w tej chorej szkole. Nigdy sama też nie należałam do zbyt towarzyskich osób, miałam zawsze swój świat, nie słuchałam się nikogo i robiłam swoje. Jedyne czego nie można się mnie doczepić to kwestii ocen, mam je wzorowe, poza zachowaniem oczywiście, wielokrotnie nauczyciele starali się mi je zaniżyć i zagiąć na forum klasy, ale nigdy im się nie udawało. Chodzę do ostatniej klasy liceum i chciałabym jak najszybciej ją skończyć, bo szczerze mam już dość tej szkoły. Choć z pozoru wydaję się być osobą bez ambicji to je mam. Dotychczas mieszkałam sama z mamą ponieważ mój ojciec.. zresztą mało istotne.
Wyszłam ze szkoły i poszłam w stronę przystanku autobusowego. Zauważyłam jakiegoś chłopaka w kapturze o specyficznych rysach palącego fajkę.
Siema, masz papierosa dać?
Zapytałam.
-Czekaj.. Niebieskooki szatyn, zerknął na mnie ze zmarnowanym wzrokiem, po czym sięgnął po paczkę fajek i podał w moją stronę.
Dzięki.. Ciężki dzień?
-Trochę... -Odpowiedział ze zmieszaną miną. Właśnie jedyne co mogłam wczytywać po jego oczach to ból..
W ogóle to jestem Alexandra -Przedstawiłam się i podałam rękę. -Miło mi, ja Wiktor... -Również podał mi swoją rękę, ale ani na chwilę się nie uśmiechnął. Przyglądając się mu dokładniej zauważyłam siniaki oraz blizny na rękach i twarzy. Blizny mogłam się domyśleć, że to autoagresja, ale siniaki wyglądały na takie jakby ktoś mu to zrobił..
Może nie powinnam pytać, ale skąd siniaki?
Chłopak ponownie zrobił się zmieszany, szybko zakrył rękawem ręce i mocniej zaciągnął kaptur.
-Aa tam, nic takiego, zwykła bójka z chłopakami, wiesz o co chodzi.. -Rozumiem, dobra nie ważne.
Chwilę gadaliśmy, ale rozmowa szła bardzo drętwo. Właściwie przez chwilę pomyślałam, że wolałby jednak pobyć sam. Więc poprosiłam tylko o ognia, odpaliłam fajkę i usiadłam czekając na autobus.
Siedzieliśmy tak bez słowa. Jak już w oddali było widać mój autobus to wstałam, Wiktor chyba domyślił się, że to mój, bo podszedł od razu w moją stronę co mnie zdziwiło i zapytał o numer telefonu. Bez dłuższego namysłu wpisałam się mu w kontakt telefonu i szybko wsiadłam do busa.
Wróciwszy do domu rzuciłam się na kanapę i odpaliłam telewizor, po czym zadzwonił do mnie tajemniczy numer telefonu na początku pomyślałam z nadzieją, że może to Wiktor, ale odbierając go usłyszałam tylko męski głos.
-Cześć córeczko...
C.D.N